Zachodniopomorski 2016-08

Wyruszyłem po 5:00 w trasę, z okolic Poznania w kierunku na malowniczą wieś Krąg.
Znajduje się ona nad jednym pięknym jeziorem w malowniczej wsi Krąg, w otoczeniu lasu oraz pięknego zamku z 1490 roku, który płonął w 1945 a następnie na dziesięć lat przed XX wiekiem, został odremontowany do stanu poprzedniego.

Dojeżdżam na miejsce zamku około godziny 11:00. Poprzedzając zjazd na chwilę do wsi przy miejscowości Kłomino – oddalonego o 12 kilometrów Bornego Sulinowa. W tym miejscu znajdowało się kilka lat temu po rosyjskie miasteczko, były tutaj bloki mieszkalne oraz klinika szpitalna. *zdjęcie* Nie witam długo na miejscu a to za sprawą posuwających się prac budowlanych, które trwają od 2008 roku na terenie miasta, inwestorzy na zakup powierzchni wartej blisko 2 miliony złotych, się nie znaleźli. Rok temu stały tutaj jeszcze cztery bloki (niedokończone), dziś – tylko jeden + oddalony o 3 kilometry szpital (szkielet).

Droga urywa mi prawie zawieszenie. Ale daję radę – w końcu jadę VW Polo.
Wyjeżdżam na brukowaną ścieżkę – prostą i jadę 21.5 kilometra do Jastrowia, lecę dalej trasą na wieś o ciekawej nazwie – Krąg. Po całej godzinie jazdy, dojeżdżam na miejsce, jest wcześnie słońce wisi nad chmurami.

Moim oczom ukazuję się mały, prosty kościółek przy zamkowy – niestety zamknięty jak na polskiej wsi bywa, przed rabusiami.
Tuż za rogiem widzę zamek, odrestaurowany przez prywatnego właściciela 26 lat temu. *zdjęcie*
Ukazuje swój dawny wygląd. Potężnym otaczającym posiadłość ogrodem zajmuje się ogrodnik, niestety jeden człowiek nie jest wstanie utrzymać tak wielkiego terenu w idealnym stanie – co rzuca się w oczy po prawej stronie od oficyny zamku.

Aby dostać się w miejsce wykonania zdjęcia po lewej stronie, trzeba obejść całe jezioro, co zajmuje około 20 minut, leśną ścieżką. Warto zabrać coś na komary, ponieważ wróciłem z lasu strasznie pogryziony przez te stworzonka.

Woda nie jest przejrzysta i nie testowałem czy warto się w niej kąpać. Ale na pewno warto przyjechać do zamku i okolicznego terenu przy nim. Większość gości to Niemcy, twardy język słychać co drugi krok i na parkingu stoją przeważnie dobre samochody. Sam nocleg w hotelu jest drogi jak polskie warunki, lecz w końcu inwestycja musi się zwrócić, za noc zapłacimy od ~320.00 złotych za pokój/osobę, ale warto – klimat niepowtarzalny. Polecam.

Ruszam dalej, mam jeszcze 80 kilometrów do Darłowa i okolicznej miejscowości Darłówka.
Darłowo, wita mnie dość stromymi w dół ulicami, wąskimi chodnikami i prostopadłym układem ścieżek. Średnio dużo ludzi, widzię jedną szkolną wycieczkę na Zamek Książąt Pomorskich. Płacę za bilety i wchodzę na wieżę o wysokości jedynie 26 metrów i dziedziniec, *zdjęcie* reszta jest droga i nie opłacalna. Choć sama wieża nie powala, warto się przejść na zamek aby chwilę poczuć jego bijące ciepło murów, wilgotność piwnic oraz wąskie prześwity, mroki jak to było w latach tysiąc trzysta setnych….

W końcu Darłówko, co drugi samochód z okolic Wielkopolski, jeden Czech, Holender oraz dwóch Niemców – o jest, wolne miejsce – staję, wystaję chyba najbardziej ze wszystkich samochodów ale przynajmniej jest wolne, ciasne i bezpłatne. Po całej godzinie jestem na miejscu, jest około 16.00, ludzie zbierają się z plaży powolnym krokiem na obiad, a temperatura spadła do około 15 stopni, ratownicy wywiesili również czerwoną flagę co oznacza, że nie wolno wchodzić do morza – jest silny wiatr i wysokie fale.

Woda zimna, poczułem to najbardziej – średnia fala chwyciła mnie aż do kolan.
Jestem mokry, ale szybko wyschnę. Na nieszczęście, aparat przestaje mi działać jak powinien.
– po godzinie 17:30 wyjeżdżam w kierunku Kołobrzegu, droga dojazdowa bardzo zatłoczona, przez co jadę prawie dobrą godzinę. Po 18:30 jestem na miejscu. Idę się przejść.

Po krótkim przejściu, wzdłuż morza – idę na molo. Chwilę podziwiam widoki, następnie wracam do samochodu (jestem bez aparatu – tak, ja bez aparatu) jadę 1.5 kilometra do centrum.
Chwile jestem i wracam na rybę do pobliskiego baru oraz następnie aby zwieńczyć wyjazd, udaje się zrobić ujęcia zachodzącego słońca.

– Niestety pogoda mi nie dopisuje, wracam cały przemoczony – ale było warto.
Teraz najgorsze przede mną, droga powrotna do Poznania a padać nie przestaję jeszcze długo – aż do domu.

 

Autorzy:
Bartosz Paczkowski